Nie wierzę, że teraz odpoczywasz!

Odpoczywanie jak lew

Ktoś mi powiedział, że tak naprawdę nie potrafisz odpoczywać. A już szczególnie w długie weekendy. Chyba powinienem Ci złożyć życzenia, bo właśnie jesteśmy w środku Wielkanocy. Ale chyba mi wybaczysz, jeśli to zrobię dopiero na końcu. Wcześniej mam dość ważną sprawę.

Nieprzeciętne życie na bardzo wysokich obrotach jest świetne. Naprawdę – z każdym dniem, który wykorzystasz w pełni, masz tak naprawdę jeszcze większy kop do dalszego działania. Ale! Mam pewien sekret. Po pierwsze, absolutnie nie działam 24/7, pomimo tego, co mogą sugerować niektóre moje słowa.

Po drugie, czasami dla mnie świetny odpoczynek jest ważniejszy, niż świetna robota. Oprócz świątecznego, odpoczywającego, najedzonego lwa zamiast świątecznego kurczaka, zamiast życzeń mam dla Ciebie dwie możliwe wersje mojej wolnej niedzieli. Dlaczego? Jak już przeczytasz, będziesz wiedział, o co mi chodzi. Obiecuję!

 

Wolna niedziela, wersja przeciętna

Otwieram jedno oko. Jest już dziewiąta z kawałkiem, a ja nie za bardzo chcę wstawać. Jest mi tak przeraźliwie wygodne w łóżku! Budzik jest dla słabych.

Kiedy znowu otwieram jedno oko, jest dwunasta z kawałkiem. Oj. Wstaję z poczuciem winy, że straciłem właśnie trzy godziny na nic. Spanie za dużo męczy mnie bardziej, niż spanie za mało (znasz to skądś?).

Po obudzeniu dobieram się do smartfona. Przeglądam portale społecznościowe, piszę kilka SMSów. Powoli zbieram się do zrobienia śniadania. Kiedy kończę jakieś leniwe śniadanko (serek wiejski! serek wiejski!), jest już dobrze po trzynastej.

Po prysznicu siadam na chwilkę do komputera. Przeglądam notyfikacje, odpiszę na kilka maili, przejrzę wiadomości. Może obejrzę kilka filmików na youTube. W sumie to na ten tydzień mam kilka deadline’ów, więc powinienem je nadrobić.

Z każdym filmikiem mówię sobie, że zabiorę się na chwileczkę już do roboty. Jest już piętnasta, a ja ani nie odpocząłem, ani nic nie zrobiłem, ani nawet nie wyszedłem z domu. Cudownie.

Akurat, kiedy mam się zabrać do roboty, dzwoni telefon. Nic ważnego, ale przecież mogę pogadać.

Już szesnasta z kawałkiem. Miałem iść po zakupy, ale przecież, kurczę, nie mam czasu na takie drobnostki! Czas brać się do pracy! Stres. Poczucie winy nad zmarnowanym dniem. I ani tyćki odpoczynku. W sumie to mógłbym zacząć nową książkę, ale musiałbym przecież wszystko pozamykać, skupić się…

Kursuję między portalami społecznościowymi, otwartym edytorem tekstu i lodówką. Akurat w edytorze tekstu nie za bardzo coś się pojawia. Ale na czacie na Facebooku już tak.

(Mam dla Ciebie inny wpis: Zablokuj notyfikacje z tymi narzędziami – prosto!)

O, już wieczór. Jestem całkiem zmęczony, chociaż tak naprawdę niewiele zrobiłem. A to miał być pierwszy dzień porządnego odpoczynku od dawna. Następny dopiero za tydzień. Co zrobiłem złego? To na pewno wina pracy i uczelni, że nie potrafię dobrze odpocząć.

Zasypiam. Rano przecież znowu pobudka do pracy.

 

Wolna niedziela, wersja ponadprzeciętna

Otwieram jedno oko. Jest dziewiąta z kawałkiem. Budzik budzikiem, ale całkiem dobrze mi się dzisiaj wstaję, bo się wyspałem się idealnie. Wystarczy się ruszyć pod prysznic.

Wychodzę spod prysznica. Z mokrymi włosami robię szybkie śniadanie, w którym niczego nie brakuje (mały zwyczaj picia soku rano zostało mi jeszcze po wymianach z Francją. Wtedy niezależnie od tego, co jem, czuję się, jakbym jadł takie prawdziwe, zbilansowane śniadanie). Puszczam sobie dobre, pozytywne radio ze Spotify i powoli budzę się do życia.

Puszczam sobie dobry film. A co, jest dopiero jedenasta, więc mogę! Leżę w łóżku pod kołdrą, bo tak mi się najlepiej odpoczywa. Z każdą minutą filmu czuję, że chce mi się coraz bardziej do życia.

To za mało.

Biorę książkę – jest już po trzynastej. Powieść po angielsku (bo akurat po angielsku czytać wolę!), nic naukowego, merytorycznie przydatnego ani poradnikowego. Z każdą stroną czuję się coraz lepiej. Ten tydzień był naprawdę dobry i zrobiłem w nim sporo rzeczy, a z każdą stroną nagradzam się coraz bardziej. Zapominam o notyfikacjach, mailach, to-do listach i rzeczach na przyszły tydzień. Bo z takim odpoczynkiem to będzie naprawdę pestka.

To jeszcze za mało!

Wybieram sobię naprawdę dobrą playlistę z ulubionymi utworami do odpoczynku i kończę książkę. A ile dostałem z niej fajnych emocji! Bardzo dokładnie się przeciągam. Już dość tego leżenia – mam wystarczająco. Zakładam buty, idę do mojej ulubionej kawiarni obok i biorę kawę na wynos na spacer. Słucham nowego audiobooka – jest niezły. A jak się zmęczę, to wracam do ulubionej muzyki. Siadam na ławce. Patrzę na ludzi obok – spieszą się.

Ja nie muszę, ja odpoczywam. To fajne uczucie.

Wracam. Jedząc kolację jedną ręką piszę kilka rzeczy na przyszły tydzień, bo już nie mogę wyrobić z tym moim odpoczynkiem. Ile można?

Kurczę, a jest tak wcześnie. To co, co jeszcze dzisiaj chcę zrobić?

 

Wreszcie czas

Gratulacje, teraz wreszcie czas na życzenia dla Ciebie!

Po pierwsze, zarówno Tobie, jak i sobie życzę tylko i wyłącznie nieprzeciętnych niedziel. Nie obchodzi mnie, co sprawia Ci największą frajdę i daje najlepiej odpoczywać. Ale naprawdę dobry odpoczynek to też wyzwanie. Ja bez niego nie mógłbym przeżyć.

Po drugie, święta są też po to, żeby po nich wracać z podwójną parą do świetnego życia. Najedz się za czterech, weź ulubioną książkę albo zacznij rzeźbić. Bo od wtorku nowe wyzwania.

Nie wiem jak Ty, ale ja się nie będę mógł doczekać.

Nieprzeciętnych świąt!

  • http://kochankabatmana.blogspot.com/ Anna Batman

    Dokładnie, zapomniałam jakie niedziele mogą być fajnie! Jakbym mogła cofnąć do dzieciństwa gdzie niedziela była najlepszym dniem! :) Pozdrawiam

  • Pszcze

    Długo się zbierałęm ale teraz tak zrobię :)
    Dzięki i Pozdrawiam

  • Elżbieta Nowak

    Karol, to jest świetne. Ja czasami (gdy jest wyjątkowo dużo nauki) zamiast jechać do domu zostaję na weekend w Krakowie. Jednak budząc się, każdym kawałkiem ciała czuję, że jest N I E D Z I E L A :) I jak tu z samego rana (najlepsza koncentracja) siąść do książek? Na dodatek czuję, że nie czeka na mnie nic przyjemnego, więc często przysypiam… A jak już wstanę to nauka i tak „nie idzie” (mózg też wie, że to Ten dzień i uparcie nie chce zwiększać obrotów). Dalej najczęściej schodzi mi cały dzień tak właśnie jak to opisałeś. Potem nagle spostrzegam ciemność za oknem – i już po niedzieli. Ale znalazłam na to sposób – bardzo ekscytujące spacery:). Kraków jest piękny, mieszkam w Starym Mieście a codziennie, spiesząc się między zajęciami, nawet nie widzę gdzie jestem i co mnie otacza, zauważam tylko prostą linię do celu i ewentualne przeszkody do ominięcia;) W niedzielę skoro świt wychodzę (koniecznie przed 7-mą! – żadnych tramwajów, ludzi, samochodów – miasto śpi) i … Odkrywam. Dostrzegam detale i dorabiam do nich historię (Kraków pamięta wojnę, życie podziemne itd więc naprawdę fajne rzeczy wychodzą). Często daje mi to niesamowitą radość – rozumiesz, ten moment kiedy wiesz, że jesteś jedyną osobą która Wie, a reszta to mrówki których całe życie to droga na lini cokolwiek-mrowisko i nawet nie mają pojęcia że (tu wstaw odkrycie) :). Pasjonujące. Potem jest czas na przepyszne, leniwe śniadanie (na przykład nad Wisłą:)polecam!). Po pewnym czasie zauważasz pierwsze tramwaje, ludzi na ulicach – miasto się obudziło. Czujesz, że zaczął się nowy dzień i można ruszyć do pracy. Niedziela została należycie przeżyta i teraz, (z mózgiem który nowymi wrażeniami został pobudzony do pracy) można zacząć działać:D

    • http://www.przedsiewez.pl/ Karol Dębkowski

      Po pierwsze – kocham Kraków. Chyba będę na majówkę, bo się stęskniłem :)
      Po drugie – jeśli miałbym ubrać to w słowa, to Twoja niedziela pobija moją o trzy długości. Brawo!

  • http://twitter.com/DamianGarbus Damian Garbus

    Świetne :) Do drugiej opcji muszę tylko dołączyć czas spędzony z małżonką i będzie super…:)

  • http://www.facebook.com/pawelgoldych Paweł Gołdych

    Mmmm, aż się przyjemnie czyta tą drugą wersję. W te święta udało mi się tak właśnie wypocząć:) Dobrze ktoś poniżej napisał, że mając wolne też można „pracować” cały dzień.

    • http://www.przedsiewez.pl/ Karol Dębkowski

      Hmm, ja chyba jednak wolę określenie „maksymalnie wypoczywać”, bo stwierdzenie o pracy się źle kojarzy ;)

  • http://twitter.com/therealbgn BGN

    Nawet podczas wolnego można ‚pracować’ albo ‚wypoczywać’… bardzo ciekawa konkluzja.

  • Justyna

    myślę, że poruszyłeś tutaj kwestię ważną też dla mnie – jak widać, wolne można ‚przebimbać’ na dwa sposoby, ja zdecydowanie wolę ten drugi! :)
    a propos…dziś budzik zadzwonił o 5:30, ale przedrzemałam do 7:20 – już wiem, z czym mam największy problem, jeśli idzie o mój challenge :P

  • Marcin Krawczyk

    Trafiłeś w samo sedno, zazwyczaj tak wygląda mój dzień, a od dzisiaj trzeba to zmienić ! Wiwat Ponadprzeciętna Niedziela ! ;)